sobota, 26 stycznia 2019
Powstanie styczniowe. Poszli nasi w bój bez broni.
Zalążki konspiracyjnej organizacji spiskowej na terytorium Białostocczyzny (w granicach dawnego Obwodu białostockiego) były tworzone przez odłam powstańców tzw. Czerwonych. Głównym animatorem pracy niepodległościowej w Obwodzie był Bronisław Szwarce - członek Centralnego Komitetu Narodowego. W 1861 r. Szwarce założył organizację niepodległościową - „Koło białostockie”.
Skupiała ona wokół siebie w większości pracowników kolei Warszawsko-Petersburskiej. Przybywali oni na Białostocczyznę z terenów Królestwa Polskiego. Szczególnie prężnie organizacja konspiracyjna funkcjonowała w Łapach.
Tamtejsze warsztaty mechaniczne były jednym z głównych producentów broni białej, a składy przy stacjach i warsztatach, rozlokowane przeważnie w lesie, stanowiły dogodne kryjówki do magazynowania broni i amunicji, potrzebnej organizatorom powstania. Białostocka organizacja miała swoje oddziały powiatowe m.in. w Sokółce i Grodnie. Kierownikiem „Koła” w Sokółce był Walery Wróblewski - pracownik tamtejszej szkółki leśnej. Białystok stanowił drugi obok Warszawy najaktywniejszy ośrodek działalności organizacji Czerwonych.
Specyfika działalności rewolucyjnych demokratów (Czerwonych) w byłym Obwodzie białostockim polegała na tym, że właśnie tutaj zapoczątkowano czynną propagandę wśród chłopów. Rozprzestrzenienie działań powstańczych na ziemie litewsko-białoruskie miało być jednym z głównych warunków powodzenia zrywu niepodległościowego.
W nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r. Narodowy Komitet Centralny ogłosił wybuch powstania. Organizacja białostocka nie była przygotowana do prowadzenia walki zbrojnej. Dlatego też pierwsze formacje powstańcze przybyły na tereny guberni grodzieńskiej z Królestwa Polskiego. Do koncentracji oddziałów powstańczych, dowodzonych przez Władysława Cichorskiego - „Zameczka”, doszło w okolicach Łap. Jego oddział liczył około 1800 ochotników. Wśród powstańców przeważali miejscowi chłopi, szlachta zaściankowa, kolejarze i pracownicy warsztatów kolejowych. Byli jednak słabo uzbrojeni, przeważnie w strzelby myśliwskie.
W nocy z 22 na 23 stycznia oddział powstańczy zajął stację Łapy (znajdującą się na terenie Królestwa Polskiego, tuż przy granicy z gubernią grodzieńską), rozbijając szesnastoosobowy posterunek żandarmerii. Powstańcy przerwali łączność kolejową między Warszawą a Petersburgiem. Opanowanie kolei było posunięciem strategicznym, mającym na celu zakłócenie komunikacji wśród oddziałów rosyjskich oraz utrudnienie przybycia posiłków.
Następnie „Zameczek” ruszył na północ, w kierunku miasteczka Suraż. Powstańcy zaatakowali stacjonującą w Surażu 7. Rotę Libawskiego Pułku Piechoty. Pomimo tego, że powstańcom udało się opanować miasteczko, to jednak nieprzyjaciel zdołał wywieźć broń z magazynów koszarowych, w których prawdopodobnie znajdowało się około 300 karabinów i kilkadziesiąt tysięcy naboi i kapiszonów.
Miasto zostało zdobyte dzięki ofiarności w walce miejscowych chłopów oraz pracowników łapskich warsztatów kolejowych, których poprowadził do boju naczelnik warsztatów kolejowych - Jan Dekert.
W nocy z 23 na 24 stycznia oddział Cichorskiego zaatakował stacjonującą w Wysokiem Mazowieckiem sotnię kozaków. Po rozbrojeniu oddziału kozaków „Zameczek” udał się w kierunku Tykocina.
27 stycznia 1863 roku na Białostocczyznę wkroczył dowódca 2. Dywizji Piechoty, generał - lejtnant Zachar Maniukin. Do tłumienia powstania skierowanych zostało 16 kompanii piechoty, które były uzbrojone w dwa działa oraz trzy sotnie kozackie. (....) Wskutek rozprzestrzenienia się oddziałów partyzanckich jeszcze przed bitwą pod Siemiatyczami 25 stycznia na terenie byłego Obwodu białostockiego został ogłoszony stan wojenny. W kwietniu 1863 r. na terenie Puszczy Knyszyńskiej zaczął formować się oddział Walerego Wróblewskiego.
W skład formacji wchodzili w większości uczniowie szkoły leśnej w Sokółce. Odział liczył około 150 osób. Do powstańców dołączyła młodzież z okolicznych wsi (m.in. z Hermanówki) oraz grupa oficerów spiskowców ze stacjonującego w Białymstoku Libawskiego Pułku Piechoty. Pod koniec kwietnia oddziały powstańcze liczyły około 400 ludzi - głównie chłopów, służby leśnej, wyrobników, oficjalistów i drobnej szlachty zagrodowej.
27 kwietnia 1863 r. doszło do koncentracji wojsk powstańczych w okolicach Lipowego Mostu. Spotkali się tutaj naczelnik wojskowy województwa grodzieńskiego płk. Onufry Duchyński z szefem sztabu kapitanem Walerym Wróblewskim.
28 kwietnia powstańcy wyruszyli w kierunku ostępu Komotowszczyzna, niedaleko wzgórza „Pereciosu” oraz strumyka i rzeczki Słój, obok wsi Waliły. Następnego dnia w godzinach popołudniowych doszło tu do bitwy z wojskami rosyjskimi, w której zginęło około 32 powstańców, a 18 dostało się do niewoli. Po bitwie oddział powstańczy rozproszył się po puszczy.
2 maja doszło do kolejnej koncentracji oddziałów powstańczych z terenów obwodu białostockiego w ostępie Budziska. Przybył tu m.in. oddział konnej jazdy ziemianina Kazimierza Kobylińskiego. Powstańcy podzielili się na trzy kompanie. Powstańcy pod Budziskiem obozowali około miesiąca. 1 czerwca wojsko carskie zaatakowało obóz powstańczy w Budzisku. Partyzanci zmuszeni zostali do wycofania się w kierunku południowym. 4 czerwca dotarli do miasteczka Jałówka. Z Jałówki, po krótkim postoju, udali się w kierunku północnym w rejon Puszczy Różańskiej.
W czerwcu 1863 roku stoczono również większą bitwę pod Królowym Mostem (powiat białostocki). Oddział powstańczy pod dowództwem Edwarda Kiersnowskiego - „Groma” zaatakował regiment wojsk rosyjskich. Lecz wkrótce carskim żołnierzom przysłano posiłki. Wojsko powstańcze zostało okrążone. Partyzantom udało się przerwać pierścień okrążenia kosztem 22 poległych.
Oficjalny komunikat władz carskich z 6 listopada 1863 roku stwierdził, że powstanie zostało stłumione.
Represje spotkały więc nie tylko ludność aktywnie uczestnicząca w zrywie z bronią w ręku, ale również tych, którzy sympatyzowali z powstańcami lub im pomagali. W sierpniu 1863 roku oddział powstańczy przejeżdżał przez miejscowość Szczuki w powiecie sokólskim, gdzie został gościnnie powitany. W zamian za pomoc powstańcom mieszkańców Szczuk ukarano zsyłką na Sybir. Wcześniej wojska rosyjskie otoczyły wieś. Ludzie zostali wypędzeni ze swoich domów. Następnie specjalne oddziały kozackie podpaliły całą wieś, a jej zgliszcza zostały zaorane.
Taki sam los spotkał również w sierpniu 1863 roku wieś szlachecką Jaworówkę w powiecie białostockim. Większość jej mieszkańców zasilała oddziały partyzanckie. Wieś została spalona, a mienie ruchome mieszkańców sprzedano w licytacji publicznej. Tragiczny los spotkał również Łukawicę w powiecie bielskim.
Zdarzenia, które miały miejsce 2-5 października 1864 roku, są przykładem bestialstwa i bezwzględności naczelnika wojennego Bielska Podlaskiego - Ignacego Borejszy, jego zwierzchnika Murawiewa oraz oddziałów kozackich, które specjalizowały się w represjach na ludności cywilnej. Łukawica była niszczona etapami. 2 października przybyły tu na kwaterunek oddziały kozaków. Mieszkańcy zostali wypędzeni z domów na pole, a ich mienie uległo rozgrabieniu. 5 października Borejsza odczytał rozkaz spalenia wsi.
Represja ta spotkała Polaków za to, że 13 września 1863 roku nie donieśli władzom o pobycie tu wojsk powstańczych. Wieś została spalona, a mieszkańców najpierw wywieziono do Bielska, a następnie na zsyłkę do guberni tobolskiej. Podobny los spotkał następujące wsie i ich mieszkańców: Dzikie (powiat białostocki, 25 sierpnia 1863 roku), Sztukiny (powiat białostocki 30 sierpnia 1863 roku). Natomiast wiosną 1864 roku spalona została wieś Wiśniany w powiecie białostockim, a jej mieszkańców zesłano na Sybir.
Taki sam los spotkał w maju wieś Pruszanka w powiecie bielskim. Miejsce, w którym znajdowała się wieś, zostało zaorane, a ludność spędzono do Tykocina, skąd wysłano ją na zesłanie w głąb Rosji.
Represje administracyjne ze strony zaborcy spotkały również Kościół katolicki. Kościół był ostoją moralną dla ruchu niepodległościowego.
Większość duchowieństwa agitowała za powstaniem, odczytywała z ambon Manifest Rządu Narodowego, udzielała posługi duszpasterskiej partyzantom. Plebanie były miejscami narad dowódców powstańczych oraz miejscem przechowywania rannych. Paweł Kubicki w swojej publikacji dotyczącej prześladowań kleru ustalił kilkudziesięciu duchownych z terenów Białostocczyzny represjonowanych w latach 1861-1864.
Byli oni zsyłani na Sybir, pozbawiano ich godności duchownej. Nawet w przypadku niepotwierdzenia się zarzutów współpracy z powstańcami, oskarżeni księża byli przenoszeni do innych parafii, karani grzywną za naruszenie przepisów administracyjnych. Szczególnie intensywnie była represjonowana parafia rzymsko-katolicka w Dołubowie, w której w ciągu 1864 roku władze carskie sześciokrotnie zmieniały administratora parafii.
Marek Kietliński
piątek, 25 stycznia 2019
Białostockie „Szczury”
Białostocki sąd okręgowy, w którego murach odbywał się ostatnio szereg nader sensacyjnych rozpraw, jak proces bandy „Czarnej Ręki”, sprawa o podpalenie składów towarowych „Warranta” i in., sądził ostatnio uczestników rozgałęzionej szajki fałszerzy banknotów polskich i amerykańskich, która pod wodzą Zelmana Jenielewa grasowała po całej Polsce, zalewając kraj falsyfikatami.
Na ławie oskarżonych zasiedli Zelman vel Salomon Jenielew z Białegostoku, Jankiel Iglicki i Abram Icchok Basior z Warszawy, Anna Gorbunowa z Warszawy, Wincenty Hermanowski z kol. Księżyna pow. białostockiego, Paweł Kowerko z maj. Dobki pow.wysoko-mazowieckiego, Icek Majer Szpitalewicz, Lejba Judka Goldfingier, Kielman Rozenfeld z Warszawy i Witold Rokicki z Niewodnicy Kościelnej.
Jak wykryto istnienie szajki?
W końcu 1927 r. sędzia apelacyjny śledczy do spraw wyjątkowej wagi w Warszawie p. Józef Skorzyński, prowadząc dochodzenia w kilku sprawach o podrabianie banknotów, otrzymał poufne informacje, że w okolicy Białegostoku od kilku lat istnieje „fabryka” fałszywych pieniędzy papierowych niejakiego Zelmana vel Salomona Jenielewa, przyczem działalność bandy fałszerskiej Jenielewa jest w znacznym stopniu ułatwiona dzięki temu, że szwagier Jenielewa, pozostający z nim w bardzo bliskim kontakcie, jest jednocześnie funkcjonarjuszem wydziału śledczego w Białymstoku.
Wiadomości te zyskiwały na wiarogodności, gdyż jednocześnie zaobserwowano ogromne zwiększenie się liczby spraw o puszczanie w obieg fałszywych banknotów na terenach podległych sądom okręgowym w Białymstoku, Łomży, Grodnie, Pińsku, Siedlcach i Białej Podlaskiej.
Ilość tych spraw ciągle wzrastała i osiągnęła swe maximum w r. 1927. W szczególności w województwie białostockiem liczba fałszywych 5-złotowych banknotów, będących w obiegu, wzrosła w sposób zastraszający.
Ponieważ ustalono, że zbrodnicza działalność bandy Jenielewa rozciągała się na całą Polskę, sędzia śledczy został uchwałą połączonych wydziałów sądu apelacyjnego w Warszawie upoważniony do prowadzenia śledztwa w tej sprawie, do czego też zabrał się z wzmożoną energją.
Hersztem był „Rudy”.
Już na wstępie dochodzenia podejrzenie o należenie do bandy skierowane było przeciwko właścicielowi przedsiębiorstwa budowy szos w Białymstoku Salomonowi vel Zelmanowi Jenielewowi wraz z najbliższą rodziną, zamieszkałą w Białymstoku i kochanką Anną Gorbunową, przebywającą w Warszawie, mieszkańcom Warszawy Jankielowi Iglickiemu, Abramowi Basiorowi (właścicielowi drukarni „Kultura” przy ul. Nowiniarskiej), Ickowi-Majerowi Szpitalewiczowi i innym. Wszyscy oni byli znani policji jako zawodowi fałszerze pieniędzy. Wielu z nich policja kilkakrotnie już zatrzymała, a niektórzy byli nawet karani sądownie.
Wywiadowcom udało się wkrótce ustalić następujące szczegóły o organizacji szajki: na czele bandy stał Zelman Jenielew („Rudy”), któremu pomagali brat jego Chil i szwagier Mowsza vel Jakób Szapkauz („Miszke”), wspólnikami Jenielewa, dostarczającymi mu środków finansowych, byli Jakób Iglicki i Zelik Czerwiński („Podkowemacher”). Ten ostatni wraz z Baumgartenem i Gorbunową zajmował się również rozpowszechnianiem falsyfikatów. Strona techniczna podrabiania należała do drukarza Basiora oraz grawerów Modzelewskiego i Jubilera, którzy wykonywali niezbędne klisze. Pieniądze drukowano w okolicach Białegostoku, przyczem fałszerze posługiwali się dwoma maszynami drukarskiemi systemu „Feniks”, jedną większą i jedną mniejszą.
Miejscem spotkań członków bandy było mieszkanie Anny Gorbunowej w Warszawie przy ul. Dzielnej 45.
Podrabiano banknoty 20-dolarowe, niektóre rodzaje 20-złotowych i kilka odmian 5-złotowych.
Jednocześnie dowiedziano się, że inna fabryka banknotów 20-dolarowych, wykryła jeszcze w r. 1923 w osadzie Kołbiel pow. wysoko-mazowieckiego w domu rodziców Jankla Iglickiego, stanowiła w rzeczywistości własność lglickiego i Jenielewa.
W toku dochodzenia wyszło również na jaw, że fałszerze pieniędzy używali zawodowych złodziei do kolportażu banknotów. Złodzieje ci w razie schwytania tłumaczyli się, że banknot skradli nieznanym osobom, nie wiedząc o tem, że są fałszywe.
Ciekawe jesf, że już w r. 1923 Jenielew, Czerwiński i niejaki Świerszczyk zostali aresztowani, jako wmieszani w sprawę rozpowszechniania fałszywych 20-dolarówek. Jednakże śledztwo nie zdołało zebrać przeciwko nim dostatecznych dowodów i zostali zwolnieni.
„Koza” i fałszywe dolary.
W końcu 1924 r. murarz Berek Lew, znany powszechnie pod sympatycznym przydomkiem „Koza”, znalazł w szopie Chila Jenielewa w Białymstoku paczkę banknotów 20-dolarowych i puścił je w obieg w ciągu kilku tygodni, rzekomo nie wiedząc o tem, że są fałszywe. Część banknotów po upływie kilku tygodni spalił. Chil Jenieiew, dowiedziawszy się o znalezieniu banknotów, zaczął domagać się ich wydania, ofiarując „Kozie” wzamian większą kwotę, oczywiście w autentycznych banknotach. Propozycja ta była spóźniona, gdyż Lew banknotów już nie posiadał. W styczniu 1925 r. przestępstwo to zostało wykryte. Sąd okręgowy uniewinnił wówczas z braku dowodów Jenielewa; natomiast „Koza” powędrował do kozy.
Icek Szpitalewicz, uczestnik bandy fałszerzy Jenielewa, prowadził niezależnie od tego „własne przedsiębiorstwo”, będąc hersztem t. zw. „otwockiej” bandy, której proces był w swoim czasie słynnym w całej Polsce. W r. 1930 sąd apelacyjny ostatecznie skazał go na 12 lat więzienia.
Coraz dalej postępując dochodzenia ustaliły, że terenem działalności bandy Jenielewa była cała Polska wraz z Gdańskiem.
M. in. w listopadzie 1926 r. zatrzymany został w Gdańsku przy puszczaniu w obieg fałszywych banknotów 5-złotowych emisji 1925 r. kupiec Juda Liberman z Wysokiego-Litewskiego. Jak ustalono, falsyfikaty te również pochodziły z fabryki białostockiej. Po aresztowaniu Libermana Chil Jenielew przyjechał do Gdańska i rozpytywał się, czy policji gdańskiej wiadome jest miejsce wyrobu tych banknotów.
Ruchoma fabryka.
Wykrycie samej fabryki było rzeczą niezmiernie trudną, ponieważ fałszerze poza zachowaniem jaknajdalej idących ostrożności, przewozili maszyny drukarskie i inne przyrządy fałszerskie coraz do innej miejscowości, aby zmylić ślady.
Rewizja, dokonana w maju 1928 r. w budynku Jabłońskiego w Zabłudowie pod Białymstokiem, wykazała ślady niewątpliwej poprzedniej pracy fałszerskiej. Na tapecie znaleziono plamy od różnych farb. Takie same plamy widniały na ubraniach męskich, wiszących w znacznej ilości w pokoju. Ponadto znaleziono różne kolorowe proszki i inne przybory. Samych fałszerzy ani maszyn drukarskich nie udało się znaleźć. Również właściciele domu ukryli się przed przybyciem policji.
Maszyna drukarska znajdowała się następnie przez pewien czas u Wincentego Hermanowskiego, właściciela kaflarni w osadzie Księżyna, a kiedy policja wpadła na jej trop, fałszerze rozebrali maszynę na kawałki i wrzucili do pobliskiego stawu.
W celu wydobycia maszyny sędzia śledczy w kwietniu 1929 r. zawezwał i Białegostoku straż ogniową, która wypompowała całą wodę ze stawu i wydobyła odłamki maszyny, noszące świeże ślady farby.
Zataczające coraz szersze kręgi śledztwo doprowadziło do ujęcia szeregu fałszerzy, przyczem aresztowani podawali coraz nowe, bardzo sensacyjne szczegóły. M. in. okazało się, że przez pewien czas fałszerze pracowali na strychu domu Pawła Kowerki w Topoli pow. białostockiego, któremu zapłacili tytułem dzierżawy 1.000 zł. Fałszerze zmieniali się przy pracy, przyczem niektórzy pracowali tylko po kilka dni, inni zaś odgrywali role łączników. Praca odbywała się całą noc, nieudałe banknoty palono od razu w piecu. Przy maszynie pracowało ciągle dwóch, trzeci fałszerz odpoczywał na zmianę. W czasie pracy w domu Kowerki fałszerze nie opuszczali wcale domu, a jedzenie przynosiła im Kowerkowa. Wszyscy przychodzili i odchodzili jedynie w nocy.
Nie wszyscy z pośród nich znaleźli się na ławie oskarżonych. Nie którym udało się zbiec zagranicę. Reszta odpowiada obecnie przed sądem.
Przeważnie usiłują oni wykręcić się od odpowiedzialności, twierdząc, że są niewinni i zwalają całą winę na tych, którzy zdołali uciec.
Icek Szpitalewicz, wódz bandy otwockiej, skazany na 12 lat więzienia, wogóle odmówił składania zeznań. Wie on, że i tak nie ujdzie ponownej karze, więc woli milczeć.
Świadkowie w tej sprawie są też przeważnie osobliwego autoramentu. Berek Lew („Koza”), o którym pisaliśmy wyżej, wezwany na rozprawę w dniu 30 listopada jako świadek, uraczył się w gmachu sądowym gorzałką dla nabrania animuszu, wobec czego został przez sąd z miejsca ukarany jednodniowym aresztem.
Rozprawa, która zapewne wyświetli niejedną jeszcze tajemnicę fałszerzy pieniędzy, potrwa około dwóch tygodni.
Tajny Detektyw/ 04.12.1932/ Kraków/ Rok 2, Nr 49 (99)
niedziela, 13 stycznia 2019
Sienkiewicza 4. Kamienica Lejby Pryłukiera
Opublikowane przeze mnie tydzień temu zdjęcie Józefa Sołowiejczyka z 1897 r. przedstawia widok dobrze znany zapewne większości białostoczan – wylot dzisiejszej ul. Sienkiewicza na Rynek Kościuszki. Sołowiejczyk z aparatem ustawił się na balkonie jednego z wyższych domów ustawionych po przeciwnej stronie ulicy, wówczas noszącej nazwę ul. Mikołajewska i wycelował obiektyw we wspomnianym kierunku.
W wyniku II wojny światowej i późniejszej odbudowy miejsce to uległo diametralnej przemianie i dziś wygląda zupełnie inaczej. Zdjęcie i współczesność mają tylko jeden wspólny element w postaci barokowej kamienicy na rogu wówczas Placu Bazarnego i ul. Mikołajewskiej, a dziś przy ul. Sienkiewicza 2 („Astoria”).
Przypomnę, że w tym czasie nieruchomość ta należała do rodziny Barenbaumów, ale wśród mieszkańców miasta znana była przede wszystkim jako siedziba jednej z większych aptek w Białymstoku, funkcjonującej tu nieprzerwanie od początków XIX w. i często zmieniającej swojego właściciela.
Na zdjęciu z 1897 r. widzimy charakterystyczny wysoki, łamany dach tego budynku oraz piętrową oficynę ustawioną wzdłuż ul. Mikołajewskiej, w której znajdował się wjazd na zaplecze posesji, a część pomieszczeń na parterze wynajmował kantor wymiany walut Samuela Goldberga.
Nas jednak będzie dziś interesować to, czego współcześnie zobaczyć nie możemy – wielka, trójkondygnacyjna kamienica, przed 1939 r. przyporządkowana do ul. Sienkiewicza 4.
Początki tej nieruchomości sięgają XVIII w. W 1771 r. Jan Klemens Branicki, na kilku miesięcy przed śmiercią, nadał ją Bonifacemu Gromadzkiemu, który do końca tego roku wzniósł tu dom „na podmurowaniu, dachówką kryty, z drzewa kostkowego w węgieł budowany”.
Branicki zaznaczył w nadaniu, że o jeśli Gromadzki doczeka się potomstwa, wówczas posesja i dom staną się własnością dziedziczną jego dzieci, w przeciwnym razie majątek powróci do rąk właścicieli miasta.
Tak też się stało i pod koniec XVIII w. nowym właścicielem był Adam Henryk Manger, odnotowany już w Białymstoku w 1785 r. jako chirurgo-medyk Izabeli Branickiej. Zmarł przed 1799 r., gdy jako posiadaczkę omawianej nieruchomości wymieniono wdowę po nim.
Była ona nadal właścicielką w 1806 r., ale przed 1810 r. prawa własności uzyskał Jan Rybek. Jan Rybek, przybyły zza granicy mieszczanin białostocki, był żonaty z Marianną z domu Pikard. Mieli na pewno cztery córki: Anielę, Joannę, Juliannę, żonę Piotra Kasperowicza oraz Adelajdę, żonę Józefa Olszewskiego. W 1812 r. po utworzeniu departamentu białostockiego w czasie wyprawy Napoleona na Rosję, Rybek został mianowany przez Komisję Rządu Tymczasowego członkiem tzw. municypalności. Musiał być osobą szanowaną, skoro w 1818 r. pełnił funkcję głowy (prezydenta) Białegostoku.
Jako właściciel nieruchomości przy ul. Sienkiewicza 4 Jan Rybek wymieniony był w 1810 i 1825 r., przy czym przed 1825 r. w miejsce starego domu drewnianego zbudował nowy, murowany. W 1825 r. odnotowano, że „z powodu utrzymywania poczty dom wspomniany żadnego przychodu nie przynosi”, co poświadcza, że działał tu bliżej nieokreślony kantor pocztowy.
Jan Rybek zmarł przed 1843 r., zaś w 1851 r. zmarła wdowa po nim, Marianna. Już w latach 40. XIX w. Marianna przeprowadziła się do nowego domu, który Rybekowie zbudowali tuż przy zbiegu ul. Jurowiec kiej i Sienkiewicza. Już spis wiernych białostockiej parafii odnotowuje Mariannę właśnie pod tym adresem, natomiast trudno powiedzieć, co działo się z omawianym domem przy ul. Sienkiewicza 4. W 1853 r. posesja ta, zaliczana do grona bardziej wartościowych nieruchomości, została określona jako należąca do „spadkobierców szlachcica Rybekowa”.
Niestety, na kolejnych kilka dekad omawiana nieruchomość „znika” z pola widzenia, nie udało się bowiem odnaleźć źródeł poświadczających jej koleje losu po 1853 r. Według dokumentu kupna-sprzedaży sąsiedniej posesji z 1872 r., właścicielem majątku przy ul. Sienkiewicza 4 był wówczas najpierw Michel Zabłudowski, a później jego spadkobiercy. Wydaje się to bardzo prawdopodobne,biorąc pod uwagę fakt, że wspomniany na początku dom na rogu ul. Mikołajewskiej i Placu Bazarnego („Astoria”) należał właśnie do Zabłudowskiego.
Po śmierci Rybeków wykupił więc sąsiednią działkę, po czym w spadku otrzymały ją dzieci Michela. Już w latach 80. XIX w., a na pewno przed 1892 r., posesja przy ul. Sienkiewicza 4 stała się własnością Lejby Pryłuk ie- ra, syna Abrama. Nowy właściciel przybył do Białegostoku z Krynek.
Z żoną Merką mieszkał tu już w latach 60. XIX w. Miał kilkoro dzieci, w tym Mordkę, Samuela, Berela, Jakuba, Chanę, Esterę, Bejlę i Szejnę.
Lejb Pryłukier swój majątek zbił na pośrednictwie w handlu wyrobami białostockich fabryk włókienniczych. Już w latach 80. XIX w. zdołał wznieść na kupionej nieruchomości okazałą, trójkondygnacyjną kamienicę o pięknie zdobionej neorenesansowym detalem fasadzie, z żeliwnymi balkonami osadzonymi na charakterystycznych, kamiennych wspornikach oraz z przejazdem bramnym na osi środkowej.
W całej okazałości możemy ją podziwiać dzięki zdjęciu Józefa Sołowiejczyka z 1897 r. Prestiżowa lokalizacja przy ul. Mikołajewskiej oraz roz- miary kamienicy szybko przyciągnęły do niej miejscowe kupiectwo, które dodatkowo podniosły walory tego adresu.
O tym, kto mieszkał i pracował tu w 1897 r. oraz o dalszych losach kamienicy Pryłukiera opowiem za tydzień.
Wiesław Wróbel
Biblioteka Uniwersytecka w Białymstoku
Subskrybuj:
Posty (Atom)