środa, 2 stycznia 2019

Wieża obserwacyjna Miejskiej Straży Ogniowej

 

    Dziś mowa o wieży obserwacyjnej miejskiej straży ogniowej, widocznej ponad linią drzew między fabryką Frischów a gmachem Szkoły Realnej. 
   To bardzo ważny obiekt, którego znaczenia w ówczesnym mieście, wciąż w dużej mierze zabudowanego drewnianymi domami, nikomu nie trzeba tłumaczyć. Zresztą na dalszych kartach albumu „Widoki miasta Białegostoku” znalazło się osobne zdjęcie ukazujące wieżę obserwacyjną oraz garaże miejskiej straży ogniowej, przed którymi prezentowane są trzy wozy strażackie, stanowiące wyposażenie komendy. 
  Pamiętajmy, że Sołowiejczyk fotografował to, co uznawano za istotne osiągnięcia organizacyjne miasta, natomiast posesja przy ówczesnej ul. Aleksandrowskiej stanowiła jeden z przystanków na trasie wizyty w Białymstoku cara Mikołaja II. 
  W zbiorach Muzeum Historycznego w Białymstoku zachowała się fotografia ukazująca front i bramę wjazdową domu stojącego od ulicy, odświętnie przystrojonego w oczekiwaniu na monarchę.
   Trzeba wreszcie podkreślić, że miejsce to do dziś służy jako siedziba straży pożarnej i przyporządkowane jest do ul. Warszawskiej 3. Posesja została ukształtowana po 1802 r. z istniejących tu wcześniej ogrodów właścicieli gospodarstw przy ul. Bojarskiej. Pierwszym właścicielem był Henryk Dedekind, dyrektor policji miejskiej w Białymstoku w ramach Kamery Wojny i Domen. Przed 1807 r. zbudował tu okazałych rozmiarów murowany, piętrowy dom, który (przebudowany) zachował się do dzisiaj  od frontu posesji.
  W 1810 r. budynek przejęły władze Obwodu Białostockiego i urządziły w nim siedzibę gubernatora. Rezydowali tu Siemion Szczerbinin i Joachim Wołłowicz. Warto wspomnieć, że w latach 1830-1831, w czasie powstania listopadowego, budynek pełnił funkcję szpitala wojskowego. 
  Po likwidacji obwodu budynek pozostawał bez konkretnej funkcji. W 1845 r. zaadoptowano go na siedzibę sądu powiatowego (funkcjonował na parterze) oraz na lokale mieszkalne dla osób przyjezdnych. Rolę sądowniczą gmach spełniał do 1865 r.
  Tego roku przy budynku podjęto poważne prace budowlane według projektu architekta gubernialnego Chersońskiego. W rezultacie dom Dedekinda został znacząco poszerzony, a w miejscu głównego wejścia ulokowano przejazd bramny. Rozmach prac spowodowany był nowym przeznaczeniem budynku – w miejsce sądu wprowadził się urząd policyjny, mieszczący się dotychczas przy ówczesnej ul. Niemieckiej (ul. Kilińskiego 10) oraz miejska straż ogniowa. 
  W ramach funkcjonowania miejscowej policji działały  także służby ogniowe, ale przed uruchomieniem wodociągów ich funkcjonowanie i skuteczność działania były raczej symboliczne. Statystyka gubernialna podaje, że w 1887 r. w Białymstoku było 3769 domów mieszkalnych, w tym 3268 drewnianych i 501 murowanych (a więc ledwie 15 proc.  stan ten zaczął zmieniać się dopiero po 1890 r.). 
  Chociaż od 1753 r. Białegostoku nie nawiedził żaden wielki pożar, nieustannie zdarzały się wypadki zgorzenia dużych obiektów fabrycznych, domów lub całych kamienic w śródmieściu. W latach 1880-1890 zanotowano 18 pożarów, z których 8 dotyczyło domów, sklepów i składów, a 10 fabryk (w tym m.in. fabryki tabacznej Zilberblata i włókienniczej Blochów).  Poczucie nieustannego zagrożenia podsycały pożary miast i wsi w regionie (Krynki, Zabłudów, Świsłocz, Goniądz, Klepacze, Białostoczek).
   Duże wrażenie na białostoczanach wywołał dramatyczny pożar Grodna 29 maja 1885 r., w którym spłonęła znaczna część gubernialnej stolicy.  Nie wystarczały zarządzenia i ustawodawstwo przeciwpożarowe, zmiany w budownictwie, usuwanie fabryk poza zabudowę mieszkalną. Dlatego też już w 1875 r. służby ogniowe przekształcono w samodzielną Miejską Straż Ogniową.
  Na jej potrzeby na zapleczu gmachu policji wzniesiono garaże oraz w 1891 r. wieżę. Plany jej budowy pojawiły się wcześniej, już w 1865 r., ale trudno jednoznacznie stwierdzić, czy rzeczywiście je zrealizowano, natomiast data 1891 widoczna jest na wieży i na zdjęciu z 1897 r., i na istniejącym obecnie obiekcie, więc na pewno należy uznać ją za datę budowy zachowanego do dziś punktu obserwacyjnego. 
  Wraz z rozwojem białostockiej straży pożarnej rozszerzono zabudowę o dodatkowe budynki mieszkalno-garażowe, które stanęły w latach 1894 i 1900 na sąsiedniej posesji Lejby Leona Zakhejma (ul. Warszawska 5). Przez długi czas komendantem (brand- majstrem) straży ogniowej był Aleksander Kaljuchiewicz.    Utrzymywanie straży pożarnej kosztowało władze miejskie ogromne sumy pieniędzy (na początku XX w. była to druga największa po oświetleniu elektrycznym pozycja w budżecie miejskim). Policmajster i straż pożarna zajmowały budynek do 1915 r.
  Wycofujący się z miasta Rosjanie wywieźli ze sobą praktycznie cały sprzęt pożarniczy. W czasie okupacji niemieckiej w latach 1915-1919 miała tu siedzibę komenda etapowej 9 armii (Ortskom mend antur), którą uwieczniono nawet na pocztówce wydrukowanej około 1916 r.  Po 1919 r. budynek powrócił do swojej pierwotnej roli siedziby Miejskiej Straży Pożarnej oraz głównego komisariatu Policji Państwowej na miasto Białystok.
   W 1932 r. komendantem straży pożarnej był Zygmunt Świderski, a sierżantem Borys Predko. Po II wojnie światowej budynki wzięła w wyłączne posiadanie komenda Państwowej Straży Pożarnej i stan ten utrzymany jest do dzisiaj.

Wiesław Wróbel
Biblioteka Uniwersytecka w  Białymstoku

wtorek, 1 stycznia 2019

Tak wyglądała Szkoła Realna w Białymstoku

 

   Pierwszy plan zdjęcia zajmuje zbudowany ok. 1885 r. trójkondygnacyjny gmach fabryki włókienniczej Frydrycha Frischa, który stał na posesji dziś przyporządkowanej do ul. Kilińskiego 6. Natomiast dopiero na drugim planie widzimy gmach, który wydawcę „Widoków miasta Białegostoku” najbardziej na tej fotografii interesował - siedzibę Szkoły Realnej. Budynek ten, położony na rogu ul. Warszawskiej i Kościelnej, zachował się do dziś i nadal służy jako siedziba placówki szkolnej - współcześnie lokatorem jest VI Liceum Ogólnokształcące. Jednak nie zawsze działały w nim szkoły, a jego pierwotne przeznaczenie było zupełnie inne.

Działka, na której stoi budynek, w XVIII w. była podzielona na mniejsze części i znajdowały się tu gospodarstwa domowe mieszkańców ul. Bojarskiej. Ale w okresie rządów pruskich w latach 1795-1807, gdy nowi właściciele miasta podejmowali się licznych inwestycji budowlanych, posesje zostały wykupione przez państwo i scalone w dużą parcelę, przeznaczoną na cele inwestycyjne. Na przełomie 1807 i 1808 r. odnotowano, że planowano tu budowę cerkwi unickiej, ale pomysłu nie zrealizowano. Posesja pozostawała niezabudowana do lat 30. XIX w., gdy władze Obwodu Białostockiego, korzystające z różnych wynajmowanych domów i pomieszczeń, zdecydowały o wzniesieniu gmachu, w którym zmieściłby się Rząd Obwodowy, Sąd Okręgowy, władze miasta, policja i archiwum. Ze względów finansowych, a także w duchu pragmatyzmu architektonicznego czasów Mikołaja I, podjęto decyzję o realizacji projektu architekta Dominika Kułakowskiego. Budowę rozpoczęto w 1831 r., a jej wykonawcą został Henryk Zdrodowski. Po oddaniu gmachu do użytku publicznego ostatecznie umieszczono w nim jedynie instytucje Rządu Obwodowego Białostockiego.

Władze obwodowe zajmowały budynek stosunkowo krótko, gdyż w 1843 r. terytorium obwodu włączono w granice guberni grodzieńskiej likwidując odrębność tej jednostki administracyjnej. Opuszczony budynek zajęło wojsko, które przeprowadziło prace adaptacyjne we wnętrzu. Dopiero w 1858 r. zdecydowano o przeznaczeniu budynku na potrzeby Gimnazjum Białostockiego.

Placówka ta powstała w 1802 r. z przekształcenia istniejącej w Białymstoku od lat 70. XVIII w. szkoły podwydziałowej KEN. Po 1807 r. ranga gimnazjum szybko urosła, przede wszystkim dzięki wykwalifikowanej kadrze. W 1 poł. XIX w. w gimnazjum o profilu humanistycznym uczyła się przede wszystkim młodzież szlachecka z całego regionu, a placówkę ukończyło wiele wybitnych postaci XIX wieku (po więcej szczegółów z dziejów gimnazjum i jego absolwentów odsyłam wszystkich do wspaniałej pracy Jana Trynkowskiego pt. „Gimnazjum Białostockie”). W każdym razie po 1807 r. szkołę najpierw umieszczono w gmachu Deputacji Ceł i Akcyz, wzniesionego przez Prusaków na rogu ul. Bojarskiej i Młynowej (dziś róg ul. Warszawskiej i Pałacowej), gdzie przez kilka lat rezydował także gubernator Obwodu Białostockiego, a dopiero w 1858 r. przeniesiono do nowej siedziby w dawnym gmachu Rządu Obwodowego. Jeden z absolwentów, Władysław Jabłonowski, wspominał o przenosinach „ze starego gimnazjalnego gmachu do nowego, obszerniejszego i przynajmniej z pozoru wyglądającego na istotną świątynię nauki. W przenosinach tych kilkunastu nas wybranych przez nauczyciela p. Kuklińskiego, wzięło wyjątkowy udział. Pomagaliśmy bowiem przy przenoszeniu biblioteki do nowego gmachu. A porządkując i ustawiając książki, odczytywaliśmy ich tytuły, przekonując się, jak w naszej bibliotece posiadamy wiele dzieł nieznanych i ciekawych, których jednak nie wydawano uczniom. Wiele bardzo było tam dzieł polskich, a także sporo w obcych językach, rozmaite atlasy dotyczące geografii i botaniki, a nie brakowało też i poezyj. Przenoszenie książek zabrało nam kilka dni, w ciągu których byliśmy uwolnieni od uczęszczania na lekcje i jako wynagrodzenie po tego rodzaju robocie otrzymaliśmy od nauczyciela przyrzeczenie, że będzie nam wypożyczać książki do czytania, lecz tylko historyczne, a i z tych te tylko, które są pozwolone przez władze”. Po powstaniu styczniowym biblioteka uległa rozproszeniu, a księgozbiór dostosowano do nowego profilu szkoły.

W wyniku reformy z 1864 r. gimnazja w Rosji zostały przekształcone w realne (matematyczno-przyrodnicze) i klasyczne (humanistyczne). Gimnazjum Białostockie zostało w 1865 r. przemianowane na Szkołę Realną i w tej formie, znacznie bardziej poddanej procesom rusyfikacyjnym, funkcjonowało do ewakuacji w 1915 r. Szkołę polską zainstalowano tu już w okresie okupacji niemieckiej, a w 1919 r. utworzono Państwowe Gimnazjum Męskie im. Króla Zygmunta Augusta, przekształcone następnie w VI Liceum Ogólnokształcące. Gmach przy ul. Warszawskiej 8 wypadnie więc zaliczyć do grona najstarszych i najciekawszych zabytków Białegostoku.

Wiesław Wróbel
Biblioteka Uniwersytecka

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Złodziejskie meliny, pokoiki z prostytutkami, paserka, szulerka, nielegalny handel wódką na ul. Cichej

 

   Z ul. Pieszą i jej zadziornymi chojrakami, o których była mowa przed tygodniem, w przedwojennych Chanajkach z powodzeniem mogła konkurować odchodząca na lewo od Krakowskiej, równie króciutka jak Piesza, uliczka Cicha. Panował na niej stale duży harmider wywoływany przez tamtejszych rozrabiaków, jak i przybywających w odwiedziny różnych gości. Policjanci z IV komisariatu także często tam zaglądali. Cztery domy, a ile hałasu. Złodziejskie meliny, pokoiki z prostytutkami, paserka, szulerka, nielegalny handel wódką, a wszystko to na długości kilkudziesięciu metrów.

W drewniaku nr 1, od frontu mieszkała rodzinka Chazanów. Ważni byli przede wszystkim ojciec - Szmul i dwaj jego synalkowie - Chone i Chaim. Szmul stanowił przykład twardego sutenera. Tą profesją zajął się jeszcze przed I wojną światową. Swoje podopieczne trzymał krótko. Zabierał im połowę zarobków, a w razie nieposłuszeństwa potrafił mocno poturbować. W 1934 r. przed białostockim Sądem Okręgowym miała miejsce głośna rozprawa o wykorzystywanie kobiet trudniących się nierządem. Głównym bohaterem był Szmul Chazan. Jeszcze przed wejściem do sali sądowej wezwane kobiety twierdziły głośno, że odmówią zeznań. Synowie Chazana grozili im śmiercią, a jedna z koleżanek po fachu, niejaka Helena Szadurska, namawiała do kłamania. Chanajkowski alfons wywinął się więc od zasłużonej kary.

Synowie Chazana, choć dopiero w wieku młodzieńczym, byli już zatwardziałymi złodziejami. Wyróżniał się zwłaszcza Chone. Kradł przy każdej nadarzającej się okazji. W 1932 r. opróżnił z zegarków i portmonetek kieszenie bywalców zakładu kąpielowego przy ul. Warszawskiej. Trzy lata później wpadł na gorącym uczynku, kiedy ze swoim pomagierem Szlomą Kukawką polewał kwasem solnym skobel i kłódkę przy drzwiach sklepu mleczarskiego na ul. Żwirki i Wigury i z ogromnym zawzięciem suwał piłką do metalu. Jego młodszy braciszek niewiele od niego odstawał. Działał jako kieszonkowiec na Rybnym Rynku.

W drugiej części domu przy ul. Cichej nieduży przybytek płatnej miłości prowadziło małżeństwo Mendla i Zlaty Wasilkowskich. Mąż był poza tym znanym awanturnikiem, który w pijanym widzie sięgał często po nóż fiński i w ten sposób udowadniał swoje racje.

Pod numerem 2 mieszkała też wcale niezła parka. Był to Mordko Lis, również wielki amator wszelkich rozrób. Kręcił się po ul. Krakowskiej i jej bocznych dopływach i od przechodniów dopominał się pieniężnych datków. Oczywiście na alkohol. Z kolei prostytutka Taube Wolfson znana była z sympatii do kolejarzy. Do swojej klitki sprowadzała ich z dworca. Niektórzy miłośnicy wdzięków Taube szli nawet ze sobą na ostre. W 1927 r. niejaki Michał Potocki, pracownik warsztatów kolejowych w Łapach tak przyłożył koledze Aleksandrowi Matulisowi w głowę butelką z piwem, że aż pękła czaszka. Sąd wycenił zazdrość o pannę Wolfsonównę na 6 miesięcy więzienia.

W domu nr 3 urzędowała z dużym powodzeniem Bejla Kleinsztejn. Była to znana w okolicy paserka i właścicielka potajemki z zakazanym wyszynkiem. Specjalizowała się zwłaszcza w skupowaniu kradzionej garderoby i pościeli. Nic więc dziwnego, że drogę do niej znali wszyscy chanajkowscy pajęczarze, czyli złodzieje strychowi.

No i wreszcie domek z nr 4. Tu gwiazdą występku była Maria Szczerbak ze złodziejskiej rodzinki Ejsmontów. Jej brat Antoni należał do czołówki przedwojennych białostockich włamywaczy. Kradł z kolesiami w całym mieście, zaś jego liczne siostry zajmowały się sprzedażą fantów. Maria obok paserki trudniła się też najstarszym zawodem świata. W 1932 r. skradła klientowi portfel, a w nim 200 dolarów. Jeleniem tym był Jankiel Kapica. Żeby z taką forsą iść na dziwki i to do Chanajek. Przesada!

Włodzimierz Jarmolik